A mad running day
POLSKI:
Miałam wyjechać z campu o 11 rano, zeby zdążyć z San Bernardino na
autobus greyhound do San Diego. Do San Diego udawał się też jeden z
wychowawców, którego nazywaliśmy Diego. Nas oboje na stację greyhound
miał zabrać PC. Rano PC odwoził kogoś na lotnisko i prawdopodobnie w
drodze powrotnej na camp utknął w korkach. Czas leciał, PC się nie
pojawiał, a do tego moje pieniądze z paszportem były schowane w sejfie,
do którego dostęp miał tylko PC. Następny autobus Greyhoud miał być
dopiero o 17:30. PC wrócił po 14:00, dawno po odjeździe mojego
pierwszego autobusu. Na dworzec zawiózł nas w końcu ktoś inny. Na
stacji Greyhound okazało się, że wszystkie bilety na autobus o 17:30
zostały już wykupione. Następny autobus odjeżdżał o północy. Wzięliśmy
taksówkę na stację Metrolink, czyli coś w stylu pociągu podmiejskiego.
Stamtąd wzięliśmy pociąg, zwany Metrolink, do Los Angeles. Diego
wymyślił, że z Los Angeles weźmiemy także Metrolink do Oceanside w
pobliżu San Diego, a stamtąd taksówkę do San Diego. Kupiliśmy bilety w
automacie, po czym zorientowaliśmy się, że Metrolink do Oceanside nie
jeździ w niedziele (a zgadnijcie który był dzień tygodnia?). Mieliśmy
dosłownie 2 minuty, żeby kupić w kasie okienka bilety na pociąg i
dobiec na peron. Kasjerka jeszcze literowała moje nazwisko na bilecie,
gdy zrobiła się minuta do odjazdu pociągu. Miałam ze sobą wszystkie
możliwe bagaże - plecak podręczny Jansporta na plecach, walizkę, a do
niej doczepioną torbę. Biegliśmy jak szaleni, gdy w pewnym momencie
torba odczepiła się od walizki i runęłam na plecy wraz z całym bagażem.
Ktoś mnie podniósł od tyłu, bo z wycieńczenia i szoku nie mogłam wstać.
Diego stał 5 metrów dalej i się gapił. Gdy tylko w miarę szybko się
zebrałam, zaczął biec dalej. Ktoś za mną krzyczał "She`s injured, she`s
injured!!" ("Ona jest ranna, ona jest ranna!"), ale odkrzyknęłam, że
nic mi nie jest i biegłam dalej. Byliśmy już przy peronie. Musieliśmy
jeszcze wbiec pod górkę i do pociągu. Krzyknęłam do Diego, że już nie
mogę, że nie dam rady. Nie tak łatwo przebiec 8 peronów z 35 kg bagażu
w ciągu jednej minuty! Diego zawołał, że już prawie jesteśmy w pociągu,
więc resztką sił wciągnęłam walizkę i torbę i w momencie gdy weszłam do
pociągu, drzwi się zatrzasnęły i pociąg ruszył. Osunęłam się na
pierwszym wolnym siedzeniu. Było mi tak słabo, że myślałam, że tracę
świadomość. I wtedy do tego zobaczyłam strużkę krwi kapiącą mi z
łokcia. Byłam tak skupiona na dotarciu do pociągu, że nie zauważyłam,
że przy upadku uszkodziłam sobie łokieć. To było dokładnie to samo
miejsce, na które upadłam miesiąc wcześniej, grając w koszykówkę. "O
cholera, ja krwawię!". Poszłam do łazienki, ledwo poruszając nogami.
Diego poszedł za mną. Najpierw namydliłam ranę, żeby ją zdezynfekować i
syknęłam, bo piekło. Następnie wsadziłam łokieć pod wodę, która okazała
się wrząca. Zawyłam z wycieńczenia i bólu. Diego pomógł mi wejść do
łazienki na drugim piętrze pociągu, ale tam też woda była tylko super
gorąca. Gdy w końcu jakoś opanowałam sytuację, usiadłam z powrotem na
swoim miejscu i siedziałam tak bez ruchu przez godzinę. Przez całe 3,5
h drogi do San Diego ja i Diego nie zamieniliśmy ani słowa.
ENGLISH:
I was supposed to leave camp around 11 am to get to San Bernardino on
time where my Greyhound bus to San Diego was leaving from. To San Diego
was also heading one of the counselors, called Diego. Both of us were
supposed to be taken to the Greyhound station by PC. In the morning PC
took someone to the airport and probably on the way back to camp he got
stuck in a traffic jam. The time was flying by and PC wouldn`t show up.
Moreover, my money and passport were hidden in the safe where access
had only PC. The next Greyhound bus was going to leave yet at 5:30 pm.
PC got back to camp well after my first Greyhound bus had left from San
Bernardino. Finally to the Greyhound station took us somebody else. At
the station we found out that all the tickets for the bus at 5:30 pm
have been sold. The next bus was going to depart around midnight. We
took a cab to the Metrolink station. From there we took a train, called
Metrolink, to Los Angeles. Diego decided to take also a Metrolink from
LA to Oceanside near San Diego, and from there a cab to San Diego. We
bought the tickets in the machine and then we discovered that the
Metrolink to Oceanside does not run on Sundays (and guess what day of a
week it was?). We had literally 2 min to buy tickets for a regular
train in a ticket office and run to the right platform. The cashier was
still spelling my name on the ticket when I noticed the clock was
showed 1 min to the trains departure. I had all my luggage with me - a
Jansport backpack on my back, a suitcase and a bag attached to the
suitcase. We were running like crazy when suddenly the bag detached
from the suitcase, and I fell down on my back, altogether with my
luggage. Somebody lifted me up from behind, as shocked and exhausted I
couldn`t get up. Diego was standing 5 m apart and was gaping. As soon
as I got up with my luggage, he started running again. Somebody from
behind me was yelling: "She`s injured, she`s injured!" but I yelled
back: "I`m fine!" and was running further. We were just right next to
the platform. We only had to roll our luggage up to the platform and to
the train. I cried to Diego that I couldn`t do that. It`s not that easy
to run through 8 platforms with 35 kg of luggage within one minute!
Diego yelled that we were almost in the train, so with the rest of my
energy I lifted my suitcase and bag up to the platform and to the
train. As soon as I got into the train, the door was closed and the
train departed. I fell on the closest seat. I was feeling so weak that
I thought I would lose my consciousness. And then I saw a streamlet of
blood dropping from my elbow. It was exactly the same place I fell
onto a month before playing basketball. "Oh **** I`m bleeding!". I went
to the bathroom barely being able to move my legs. Diego went with me.
Firstly I put soap on my wound and I fizzled because it was hurting me.
Then I put my elbow under the water which I found almost boiling. I
yowled from the pain and exhaustion. Diego helped me to get to the
bathroom upstairs but again there was only a super hot water. When I
finally conquered the situation, I sat down back on my seat and was not
moving for another hour or so. For the whole 3,5 h of journey to San
Diego me and Diego did not say a word to each other.
Leave a Comment
{ Last Page } { Page
3
of
36
} { Next Page }
|
nbsp; |
Bogna Teuchman
Opole, Poland 
Camp: Bothin, California
Links
Bogna`s official travel blog
My camp Anne `05 story on CA Polish website
Categories
Recent Entries
INTRO - where and when did it start?
travel time
A mad running day
Pali staff madness night
The very last session of this summer
Friends

Varvara1831
|